sobota, 26 maja 2012

26 maja 1955, Jarosław Iwaszkiewicz




Sandomierz, 26 maja 1955

Co jest dla mnie ważne, co jest istotą moich pobytów w Sandomierzu, to to, że mogę zanurzyć się bez reszty w moim przyrodzonym żywiole - w literaturze, to znaczy w czytaniu i pisaniu. Tu dopiero widzę, jak wszystko inne: działalność społeczna, redakcja, teatr - jest mi obce i narzucone. Nawet rodzina jest elementem mniej istotnym i zastanawiam się chwilami, czy ja ich nie za mało kocham - skoro w życiu moim odgrywają raczej drugorzędną rolę. I tutaj przychodzi ta łatwość pisania, obfitość pomysłów, spokój fizyczny w stawianiu liter - bez pośpiechu. Myślę, że gdybym tu siedział po dwa lub trzy miesiące na rok - napisałbym całe tomy. Ten pobyt, dziesięciodniowy, bardzo ważny, bo mnie wciągnął w nurt komponowania Sławy i chwały bez żadnych trudności. Wszystkie osoby tej powieści drzemały we mnie przez tyle lat i obudziły się z łatwością. Gdybym posiedział tu miesiąc, miałbym połowę drugiego tomu, chce mi się pisać i nie mam tego stawiskowskiego strachu przed białym papierem. Wprawiło mnie skonstatowanie tego w dobry humor, mimo tego, że żołądek jak zawsze szwankuje. Ale miałem tym razem, w Domu Dziecka, warunki prawdziwie idealne. (...)

Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, t. 1, s. 485 - 486
Wydawnictwo Czytelnik, 2007

piątek, 25 maja 2012

Bobasy, reż Thomas Balmes




Twórcy tego filmu dokumentalnego wpadli na rewelacyjny w swej prostocie pomysł: postanowili sfilmować pierwszy rok z życia czwórki dzieci urodzonych w różnych zakątkach świata, doświadczających bardzo odmiennych metod wychowawczych i warunków materialnych. Pierwszy rok życia, podczas którego dzieci poznają otaczający je świat, zdobywają pierwsze doświadczenia i uczą się życia pod opieką najbliższych.



Bohaterami filmu są:



Ponijao, dziewczynka z plemienia Himba w Namibii, pozostająca pod opieką matki oraz ósemki starszego rodzeństwa



Bayar – chłopczyk z Bayanchandmani w Mongolii, drugi syn małżeństwa mieszkającego w jurcie poza miastem,



Mari – dziewczynka z Tokio w Japonii, córeczka młodego małżeństwa,

i


Hattie – dziewczynka z San Francisco w USA, córeczka pro-ekologicznych rodziców



Ponijao i Bayar pochodzą z zapóźnionych cywilizacyjnie regionów, podczas gdy Mari i Hattie wychowują się w zurbanizowanym i pełnym „cywilizacyjnych” zdobyczy i udogodnień otoczeniu.  



Film, mimo swojego dokumentalnego charakteru braku narratora i dialogów, bardzo wciąga. Śledzimy z zainteresowaniem i czasami zdziwieniem kolejne etapy rozwoju dzieci, które są wprost rozkoszne. Zwłaszcza ci widzowie, którzy niedawno zostali rodzicami, podświadomie porównują sceny i obrazy filmowe do swoich doświadczeń. Od razu powiem, że oglądając pewne sytuacje z obu prymitywnych regionów (mam na myśli zwłaszcza Namibię), byłam pod dużym wrażeniem. Z jednej strony, rodzice muszą się zmagać z wieloma niedogodnościami (z naszego punktu widzenia), np. brak pieluszek, kwestie higieniczne, z drugiej zaś – dzieci rozwijają się harmonijnie i zdrowo mimo braku wielu rzeczy, które my z „cywilizacji” uznajemy za niezbędne w opiece nad dzieckiem. Porównując np. rozwój motoryczny czwórki dzieci, miałam wrażenie, że Ponijao najszybciej stanęła na swoich nóżkach, pomimo wychowywania się w najmniej sprzyjających warunkach.


Ten film pokazuje, jak bardzo uzależniamy się od pewnych udogodnień i niektórzy zaczną się zastanawiać, czy to są rzeczywiście udogodnienia? Bo przecież, jeśli dziecko chodzi ciągle w pieluszce chłonącej coraz lepiej i lepiej, to nie czuje potrzeby rezygnacji z pieluchy, a tam, gdzie pieluch nie ma albo są nasiąkające, dziecko uczy się błyskawicznie, jak powinno się załatwiać potrzeby fizjologiczne.


Film pokazuje, że w wychowaniu dziecka dobra materialne nie są najistotniejsze. Dziecko może się obejść bez wielu rzeczy. Najważniejsza jest miłość i czułość, którą przekazujemy dzieciom. Bez tego nie ma mowy o wychowaniu. Prawda, jakie to banalne i piękne jednocześnie? W tym filmie nie ma fajerwerków technicznych i efektów specjalnych. Ale włosy stają nam dęba z przerażenia, gdy mały Bayar szwenda się po podwórku, po którym biegają konie i nikt go nie pilnuje. Albo gdy tenże kilkumiesięczny Bayar leży skrępowany na łóżeczku, a tuż obok spaceruje kogut… Inna sprawa, że każde z czwórki bohaterów tego filmu ma inny charakterek, i tak: Bayar to niezmordowany poszukiwacz przygód, Ponijao jest czarująca, Mari to mała złośnica, a Hattie - bardzo poważna i stonowana osóbka.  


Realizatorzy filmu musieli spędzić wiele godzin i dni podpatrując życie czterech rodzin i wydaje mi się, że więcej czasu spędzili z Bayarem i Ponijao, bo to oni są największymi gwiazdami, i to ich przygody, reakcje i zachowania wzbudziły moje największe zainteresowanie. A może stało się tak dlatego, że warunki, w jakich żyją są tak odmienne od tych, które znamy z cywilizowanego świata? Ale czy ta nasza cywilizacja rzeczywiście daje dzieciom szczęście? Ono nie zależy od rzeczy i udogodnień, a od naszej miłości. I to zapamiętałam po seansie. Nie jest to film aspirujący do miana "głębokiego" i "przełomowego". Jest to film będący peanem na rzecz radości życia i dzieciństwa.


Ciekawy wywiad z reżyserem filmu, Thomasem Balmesem, nt. sposobu realizacji filmu znajdziecie tu.

P.S. Tę notkę dedykuję pewnej blogerce, dzięki której dotarłam do książek Tarjei Vesaasa, chociaż dedykacja tego akurat nie dotyczy. ;)


Na zachętę zamieszczam poniżej oficjalny zwiastun filmu:





Moja ocena: 5 / 6




Reżyseria: Thomas Balmes
Rodzaj: film dokumentalny
Czas trwania: 75 min.
Rok produkcji: 2010

czwartek, 24 maja 2012

Richard Paul Evans, Obiecaj mi




Trzy razy zaczynałam tę notkę zaliczając po drodze trwałe uszkodzenie pliku i zaginięcie kartki z gotowym tekstem. Chyba sprzysięgły się przeciw mnie jakieś złe moce. Jeśli czytacie ten tekst, to powiedzenie „do trzech razy sztuka” czasem się sprawdza. ;)

Do momentu przeczytania tej książki nie znałam twórczości Richarda Paula Evansa, chociaż zauważyłam kątem oka, że w mojej bibliotece dzielnicowej jego książki są często zachwalane jako świetne „czytadła”, a sam autor w notkach wydawniczych jest reklamowany jako „bestsellerowy autor”. OK, postanowiłam i ja zażyć przyjemności miłej lektury. :)

Bohaterką „Obiecaj mi” jest Beth Cardale, której wydawałoby się ustabilizowane życie rodzinne rozsypuje się w jednej chwili jak domek z kart w 1989 r. Zostaje sama z sześcioletnią córką nie mając wielu perspektyw, pozbawiona wsparcia rodziny. W tym dramatycznym momencie, a konkretnie w wigilijny wieczór, pojawia się w jej życiu tajemniczy oraz oczywiście nieziemsko przystojny mężczyzna o imieniu Matthew i wszystko się zmienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… Beth nic nie wie o jego pochodzeniu, zajęciu, które wykonuje, rodzinie, a jednak w krótkim czasie ich więź staje się coraz silniejsza. Tylko czasem Beth zadaje sobie pytanie, kim jest Matthew i dlaczego tak mocno interesuje się jej rodziną?

Opowieść jest prowadzona przez Beth, która szykując się do rodzinnego spotkania przy wigilijnym stole w 2008 r., opowiada nam o niezwykłych wydarzeniach sprzed osiemnastu lat. Beth dzielnie stawia czoło przeszkodom, z którymi musi się mierzyć, a należą do nich chyba wszelkie możliwe plagi ze zdradą i chorobą na czele. Ogromną rolę w opowieści odgrywa jej miłość do córki oraz fascynacja tajemniczym Matthew, który w cudowny sposób zmienia jej życie na lepsze.

Tajemnicą, która jest rozwiązana na samym końcu książki jest pochodzenie Matthew. Nie jestem genialnym detektywem, który zgaduje najpóźniej w połowie czytanego kryminału, „kto zabił”, ale w przypadku „Obiecaj mi” domyśliłam się dziwnie szybko, kim jest Matthew i w czym leży jego tajemniczość. Może moim „problemem” w ocenie książki był fakt przeczytania całkiem niedawno „Będziesz tam?” Guiliaume’a Musso, również pełnej "magicznych" wydarzeń. Tamta książka nie powaliła mnie na kolana, ale doceniam fakt, że autor pisząc o wydawałoby się cudownej możliwości „powrotu do przeszłości”, zwraca uwagę na negatywne zjawiska z tym związane i tym samym skłania do refleksji, czy taki powrót miałby w ogóle sens. W „Obiecaj mi” takiej refleksji nie ma. Nie chcę pisać za dużo (czy ja już tego nie zrobiłam!?), bo powieść i jej rozwiązanie ma stanowić dla czytelników niespodziankę, ale mam nadzieję, że wyrażę się jasno, choć nie mogę dostarczyć Wam przykładów. Po lekturze, gdy zaczęłam się zastanawiać nad jakimś skojarzeniem, które przychodzi mi na myśl w związku z tą właśnie książką, uderzyło mnie, że właściwie wniosek jest jeden: lepiej być zdrowym i bogatym niż biednym i chorym… Traf chce, że wiedziałam o tym już przed lekturą tej książki. :)

Tak więc, w moim odczuciu, lektura „Obiecaj mi” nie wzbogaciła mnie duchowo. Bohaterka, mimo nieszczęść i trudnych sytuacji, które przeżywa, nie wzbudziła mojego większego zainteresowania. "Magia" książki na mnie nie zadziałała. Owszem, czyta się ją szybko i sprawnie, jest podzielona na krótkie rozdziały, ale po lekturze miałam wrażenie pustki. Albo stałam się malkontentką, albo zawsze nią byłam, albo po prostu nie mam ostatnio szczęścia do lektur. Po raz kolejny muszę napisać, że nie zachwyciła mnie ta książka. Z drugiej strony, jestem pewna, że dla niektórych czytelników ta lektura była poruszająca i na pewno ich odczucia będą odmienne od moich.


Fajnym pomysłem autora i wydawcy jest umieszczenie na stronie internetowej linków z przepisami na potrawy, które pojawiają się w książce. Tu je znajdziecie :) Może i ja wypróbuję przepis na bożonarodzeniowe muffinki jagodowo – maślankowe? :)

Książka nie jest trudna w odbiorze, na pewno momentami wzrusza i myślę, że znajdzie spore grono wdzięcznych odbiorców. Panie z mojej biblioteki mają rację, że Richard Paul Evans to sprawny autor, ale ja jednak szukam w literaturze nieco innych wzruszeń i emocji.


Richard Paul Evans (ur. 1962) - autor amerykański, którego wszystkie jedenaście powieści gościło na listach hitów „The New York Timesa”. Ich nakład sięgnął już jedenastu milionów, przetłumaczone zostały na dwadzieścia dwa języki, bijąc w wielu krajach rekordy sprzedaży. Evans jest laureatem wielu nagród. Jest też założycielem organizacji charytatywnej „The Christmas Box House International” na rzecz zaniedbanych i wykorzystywanych dzieci, za pracę w której uhonorowany został „Washington Times Humanitarian of the Century Award” oraz „Volunteers of America National Empathy Award”. Evans mieszka w Salt Lake City, w stanie Utah z żoną Keri i piątką dzieci. Strona internetowa autora jest tu.



Moja ocena: 3 / 6

  

Autor: Richard Paul Evans
Tytuł oryginalny: Promise me
Wydawnictwo: Znak
Tłumacz: Hanna de Broekere
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 296

środa, 23 maja 2012

Camilla Läckberg, Niemiecki bękart




Akcja „Niemieckiego bękarta” rozpoczyna się tam, gdzie kończy się „Ofiara losu”. Erica Falck, szczęśliwa, dopiero co poślubiona żona Patricka Hedström i matka rocznej Mai, odnajduje na strychu hitlerowski krzyż owinięty w zakrwawiony dziecięcy kaftanik. Te rzeczy niewątpliwie należały do jej matki, Elsy, która zawsze odnosiła się do swoich córek z dużym chłodem i rezerwą, co obie mocno przeżywały.

Erika udaje się ze swoim znaleziskiem do miejscowego emerytowanego nauczyciela historii, znawcy tematu, który mieszka razem ze swoim starszym bratem zaangażowanym w ściganie zbrodniarzy hitlerowskich. Obaj bracia są już starszymi panami, żyjącymi w odosobnieniu i samotności. Niedługo po wizycie Eriki, nauczyciel zostaje zamordowany. Wydaje się, że tajemnica przeszłości wpływa również na losy obecnych mieszkańców Fjallbacki. Nauczyciel historii nie jest ostatnią ofiarą, a krąg podejrzanych się zacieśnia…

Co bym nie napisała i tak pewnie się powtórzę, bo książka ta była recenzowana na wielu blogach. Starałam się nie czytać tych opinii, żeby się nie sugerować, ale zacznę od tego, że to świetny kryminał! Powoli staję się chyba fanką Camilli Läckberg i jej serii z Eriką i Patrickiem. Autorka ta swoim cyklem podbiła Szwecję i świat, a ja po przeczytaniu dwóch jej książek nie mogę temu nie przyklasnąć! Intryga „Niemieckiego bękarta” – choć zupełnie odmienna od „Ofiary losu”, którą czytałam wcześniej – również trzymała w napięciu do końca, a opowieść nie traciła na tempie.

Kryminalny wątek piątej części cyklu o policjantach z Fjallbacki to właściwie opowieść o nienawiści, jak wielka potrafi być jej niszcząca siła i z jak wielką mocą potrafi uderzać nawet po wielu latach. W tym wypadku po blisko 60 latach, gdyż rozwiązanie zagadki odnalezionego przez Erikę zawiniątka oraz śmierci nauczyciela kryje się w przeszłości. Autorka prowadzi swą opowieść wartko, potrafi też skłonić do zastanowienia.

Tłem wątku kryminalnego jest historia związku Eriki i Patricka, którzy po ślubie zamieniają się rolami: Erika – znana dziennikarka i pisarka - wraca do pracy twórczej, a Patrick odchodzi z pracy w policji we Fjallbaka i bierze urlop tacierzyński, aby opiekować się Mają. Opieka ta wygląda różnie, gdyż Patricka „ciągnie” do kolegów i trudnego śledztwa, tym bardziej, że wiąże się ono z historią rodzinną Eriki. Zdarza się więc, że Mają opiekują się chwilowo policyjni koledzy i koleżanki Patricka, gdy ten aktywnie uczestniczy w śledztwie mającym na celu wyjaśnienie sprawy zabójstwa nauczyciela. Nic więc dziwnego, że Erika nie jest zachwycona, gdy dowiaduje się o takim zachowaniu męża. Inna sprawa, że albo dzieci w Szwecji szybciej się rozwijają, albo autorkę nieco poniosła fantazja, gdyż Maja w dniu swoich pierwszych urodzin potrafi oczekiwać od gości prezentu czy też mówić „fiatek” (chodzi o „kwiatek”). Mnie jej zachowania pasują raczej do dziecka minimum dwuletniego. Oczywiście ta uwaga nie ma związku z oceną kryminału, ale zwracam na takie rzeczy uwagę jako dość młoda stażem mama. ;)

W komisariacie we Fjällbacka zachodzą również pewne zmiany, gdyż tępy i ograniczony Bertil Mellberg jakby zmieniał się na lepsze. Możemy tę przemianę ocenić na podstawie jego relacji z nową koleżanką na posterunku, Paolą Morales i jej bliskimi. Na mnie sprawił on o niebo lepsze wrażenie niż w poprzedniej części cyklu, sądzę więc, że Camilla Läckberg chyba się nad nim trochę ulitowała. :)

Śledztwo przynosi dość niespodziewane rozwiązanie, dopełnia również historię rodziny Eriki przynosząc jej pewne ukojenie i pozwala na otwarcie nowego rozdziału. Choć jednak wyjaśnienie pochodzenia krzyża dostarcza również rozwiązania tajemnicy zachowania matki wobec swoich córek, nie mogę go całkowicie zaakceptować. Historia matki Eriki była tragiczna, ale nie uzasadnia ona w moim przekonaniu jej zdystansowanego zachowania wobec córek. Nie dostarcza powodów, które mogłyby uzasadniać, dlaczego NIGDY nie przytuliła swych dzieci, dlaczego NIGDY nie powiedziała im, że je kocha. Mnie to wyjaśnienie nie satysfakcjonuje, gdyż nie wyobrażam sobie tak zimnego i nieczułego zachowania wobec własnych dzieci nawet w świetle dostarczonych przez autorkę informacji.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że „Niemiecki bękart” to bardzo dobry kryminał, który czyta się po prostu świetnie. Na półce czekają na mnie dwie pierwsze części cyklu, gdyż zamierzam nadrobić zaległości w lekturze o ekipie z Fjällbacka. ;)




Camilla Läckberg (ur. 1974) – szwedzka autorka powieści kryminalnych. Sławę przyniósł jej cykl kryminalny o Erice i Patricku. Wydała do tej pory 12 książek, w tym 8 ze słynnej serii („Księżniczka z lodu”, „Kaznodzieja”, Kamieniarz”, „Ofiara losu”, „Niemiecki bękart”, „Syrenka”, „Latarnik”, „Fabrykantka aniołków”). Niedawno ukazał się ciekawy wywiad z Camillą Läckberg w „Wysokich Obcasach”.




Moja ocena: 5 / 6


Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Tyskungen
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna seria
Tłumacz: Inga Sawicka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 568


poniedziałek, 21 maja 2012

Piosenka na dziś

Miałam inne plany na dzisiejszy wpis, ale dotarła do mnie bardzo smutna wiadomość i dlatego będzie tylko ta piosenka...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...